Czy Polak musi być mądry dopiero po szkodzie?
Ostatnio w gazetach branżowych pojawiają się artykuły z obszaru obowiązującego prawa i jego interpretacji, typu “mądry Polak po szkodzie”
I tak:

“Brudny biznes na ofiarach (gazeta ubezpieczeniowa nr 7 (462)).
Łowcy odszkodowań zmuszają półżywych pacjentów do podpisywania skrajnie niekorzystnych umów…”
Strasząc “Jeśli Pan nie podpisze, pieniądze przepadną”. Podpisują. Nie zdając sobie sprawy, ze w ogóle żaden pośrednik nie jest potrzebny, bo i tak odszkodowanie im się należy.”
a także
“Klienci instytucji finansowych będą mogli łatwiej dochodzić swoich praw (gazeta prawna) .
Wkrótce działalność rozpocznie sąd polubowny przy Komisji Nadzoru Finansowego. Będzie można przed nim rozwiązywać spory z OFE, bankami i innymi instytucjami finansowymi.”
Dotychczas sprawami towarzystw ubezpieczeniowych zajmował się Rzecznik Ubezpieczonych lub Komisja Nadzoru Finansowego, a w sprawach banków Arbiter Bankowy przy Związku Banków Polskich. Sąd polubowny przy Komisji Nadzoru Finansowego ma umożliwić szybsze rozwiązywanie sporów nawet tych z pozoru drobnych i błahych min. uproszczając procedury.”
oraz głos drugiej strony, czyli
Interpretacje nie zawsze trafne (gazeta ubezpieczeniowa nr 7).
Coraz więcej przedstawicieli środowisk ubezpieczeniowych dostrzega niedoskonałość obecnych przepisów kodeksu cywilnego dotyczących umowy ubezpieczenia, które weszły w życie w sierpniu 2007r. Ustawodawca z jednej strony nie doprecyzował przepisów, a z drugiej w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów umożliwił UOKiK nakładanie bardzo wysokich kar pieniężnych za stosowanie (w OWU) zapisów naruszających zbiorowe interesy konsumentów.”
Moim zdaniem coś tu nie gra. Jeżeli faktycznie przyznanie odszkodowania byłoby jedynie formalnością a przedstawiciele środowisk ubezpieczeniowych w szczególności sami ubezpieczyciele stosowaliby jasne zasady pro konsumenckie w swoich produktach to myślę, że nikt nie dałby się zastraszyć nawet będąc “półżywym”.
Po prostu są to głosy, które mówią nam, że nasze ustawy są złej jakości. Jest ich zbyt dużo, często sprzecznych i wykluczających się na wzajem.
Szczerze mówiąc mamy przeregulowany rynek.
Dodatkowo skostniałe instytucje do perfekcji doprowadziły umiejętność gmatwania każdej prostej procedury.
Powiedziałbym nawet, że jest to dobry przykład do nauki strategii w wynajdywaniu w “słabych stronach mocnych stron”, lub na odwrót jak kto woli.
W każdym bądź razie ja jak jestem w urzędzie zawsze jestem pod wrażeniem inwencji.
Inna sprawa to brak podstawowej wiedzy prawnej w zakresie naszych praw.
Sama myśl o czynnościach, które musimy wykonać w związku z odszkodowaniem, nas przeraża, a co mówić o wystąpieniu ze skargą na działania jakiejkolwiek instytucji finansowej.
Dlaczego tak sie dzieje?
Co wpływa, że tak nie lubimy czytać umów (OWU) i nie tylko tych ubezpieczeniowych, a każde urzędowe pismo to wzrost naszego ciśnienia? Czy to tylko niechęć? A może, brak edukacji w tym zakresie?
Kto powinien edukować społeczeństwo w zakresie obowiązującego prawa, umiejętności czytania umów i urzędowych pism? Szkoła? I kiedy? A może sam obywatel?
Pytania retoryczne. Nie oczekuję odpowiedzi. Liczę na moment zastanowienia się.
Brak komentarzy.








