Banków sposoby na zwiększenie twojej pętli zadłużeniowej.
Na rynku finansowym coraz większa konkurencja. Popyt na kredyty w szczególności hipoteczne nie słabnie (mimo, że od kilku dni podawane są informacje o 17,7% spadku). Banki prześcigają się w przyciągnięciu klientów i przekonaniu nas, że ich oferta jest najlepsza. Coraz trudniej o klientów z dużą zdolnością kredytową. Banki zmuszone są do szukania nowych sposobów, innych rozwiązań.
Czy znalazły?
Znalazły, nawet kilka.
Pierwszym sposobem jest udzielanie kredytów hipotecznych na tak długi okres, że spłacanie ich może zakończyć się w okresie naszej emerytury. A nawet spłacanie ich może przejść na nasze dzieci. I nie byłoby w tym nic złego, pod warunkiem, że obie strony świadomie podjęły taką decyzję.
Jednak często przy podejmowaniu decyzji biorą górę emocje a nie zdrowy rozsądek. Szczególnie, gdy nasze marzenia są tak blisko i mogą się spełnić “za jednym podpisem”.
Bank proponując nam kredyt o okresie spłaty na 45 – 50 lat nie będzie nas przestrzegać o możliwych dla nas konsekwencjach z tej podjętej decyzji. Konsekwencjach dla naszych finansów, finansów całej rodziny. Nie powie nam jakie mogą to być dla nas obciążenia po przejściu na emeryturę.
Może nie jest to problem, gdy jesteśmy czynni zawodowo, mamy siłę. Różne możliwości są przed nami.
A co później? A co jak dzieci nie chcą z nami mieszkać i spłacać naszych zobowiązań? Czy okres naszej “złotej jesieni” to najlepszy okres na dodatkowy stres? Czy wtedy zamiast spłacać kredyty nie powinnyśmy odcinać kuponów?
Żyć spokojnie, robiąc w końcu to, na co nigdy nie było czasu, gdy były małe dzieci, gdy była praca itd.
Oczywiście, jeżeli podjęliśmy świadomie taką decyzję, to w porządku. Hipoteka odwrócona jest też jakimś rozwiązaniem.
Każdy ma prawo do swoich decyzji.
Drugim sposobem jest zwiększenie naszej zdolności kredytowej poprzez liberalizację przyjętych wskaźników.
Jak?
Sprytnie.
Fachowo – zwiększając poziom określający obciążenia dochodów całkowitą spłatą długu. Ustalając minimalny poziom wskaźnika określającego dochód, który powinien nam pozostać do dyspozycji po spłacie wszystkich zobowiązań finansowych.
Lub jeszcze inaczej. Zazwyczaj sprowadza się to do tego, że w sumie 3/4 naszych miesięcznych dochodów przekazujemy na obsługę spłaty naszego długu. Jak to możliwe? Możliwe. Wszystko zależy od inwencji analityków poszczególnych banków.
Jak to wygląda w praktyce?
W praktyce wygląda to tak, potencjalny wnioskodawca cieszy się, gdyż według przyjętych reguł w danym banku ma zdolność kredytową.
Może otrzymać kredyt (pierwszy, kolejny – nie ma znaczenia), czyli coś co uważa, że jest w danej chwili dla niego niezbędne. Niestety, z zasady radość trwa do momentu, gdy nie zaistnieją tzw. zewnętrzne okoliczności.
W bankowym nazewnictwie zwane szokiem zewnętrznym, czyli np. dużym wzrostem ( w wysokości 3 pkt.proc) stóp procentowych, lub wzrostem kursów walutowych (o 30%). Wtedy z naszej radości pozostaje czkawka.
Trzecim sposobem na zwiększenie naszej zdolności kredytowej jest zwiększenie naszych dochodów poprzez przyjęcie do podstawy wyliczenia na równi ze stałą pensją elementów ruchomych. Elementów, które są uzależnione od spełnienia dodatkowych kryteriów. Kryteriów, często nie zależnych od nas np. premii od obrotów, różnych bonusów itd.
I dobrze jak w okresie spłaty zaciągniętego zobowiązania te ruchome składniki, w takiej wysokości, są co miesiąc do naszej dyspozycji. W przeciwnym razie może okazać się, że z radości z otrzymanego zastrzyku finansowego jakim był kredyt, zostaje nam zgrzytanie zębami. Ścisła dieta odchudzająca nasz budżet domowy ( i oby tylko).
Oczywiście zawsze jest nadzieja, że jak ten koń, który nic nie jadł a przeżył, my też wytrzymamy.
Nie namawiam aby przestać korzystać z usług bankowych. Wręcz odwrotnie, uważam, że różnorodność oferowanych produktów. Elastyczność w przyznawaniu wsparcia finansowego w formie kredytu, debetu czy pożyczki jest dobrym rozwiązaniem. Warunek – z takich dobrodziejstw korzystają osoby, które mają pełną świadomość swojej obecnej sytuacji. Mają jakieś oszczędności i dzięki temu posiadają bufor bezpieczeństwa. Ich decyzje są zaplanowane i przemyślane.
Namawiam do tego aby, każda nasza decyzja finansowa była poparta analizą, zaplanowana tak aby być przygotowanym na ryzyko, odpowiednio się zabezpieczając przed nim. Czasami warto poczekać z zakupem drogiego samochodu, dużego domu itd do momentu, gdy potrafimy dokładnie określić nasze bieżące przepływy finansowe (wpływy i wydatki), zaplanować zdarzenia przyszłe i pewne, sprecyzować cel, zabezpieczyć się przed sytuacją losową, a dopiero korzystać z dobrodziejstw, które oferują nam banki.
Pamiętając o tym, że bank nie jest instytucją charytatywną i został powołany po to by przynosić zyski dla swoich akcjonariuszy.
Udzielenie nam kredytu, czy pożyczki lub innego wsparcia finansowego ma dać mu wymierne korzyści finansowe.
W sytuacjach, gdy strona nie wywiązuje się z umowy bank ma prawne narzędzia pozwalające ściągnąć to co pożyczył łącznie ze swoim zyskiem. Nie jest zainteresowany naszym “niańczeniem”.
To my sami musimy dbać o nasze interesy i zdawać sobie sprawę z konsekwencji naszych decyzji przed ich podjęciem.
Pamiętając o tym, aby koszty obsługi długu nie były nadmierne, czyli mieściły się w przedziale 30% – 40% naszych dochodów. Dobrze gdy stosujemy zasadę nie doprowadzania naszego buforu dochodowego do stanu ujemnego.
Brak komentarzy.






